wtorek, 13 października 2015

Zbój i jego pies

Maniawa, pod Bohorodczanami, pod Stanisławowem, koniec świata. A na końcu świata zbój - taki oto, w czapce, z jakimś biednym węzełkiem pod pachą, zatrzymany i gotowy do drogi. Zaraz posterunkowy odprowadzi go do aresztu, potem do sądu, wreszcie do więzienia lub na szubienicę.



Dziewiętnastolatek zabił piętnastolatka, parobek - parobka. O co się pokłócili? O jakąś dziewczynę z Maniawy albo Kryczki? O pieniądze, które jeden przegrał do drugiego albo zwinął mu zza pazuchy? A może to jakaś rodzinna wendetta? Nic nie wiadomo, nie ma żadnych wzmianek o morderstwie Andrzeja na Dmytrze. Jest tylko to zdjęcie: zbój, jeszcze nierozbrojony, z jakąś strzelbą przewieszoną przez ramię, z którą chodził pewnie do lasu na kaczki, w tle nieco krzywy płot - i pies. Pies, który wytropił parobka Bitkowskiego, teraz zupełnie spokojny. Wyżeł, z jakim Bitkowski mógłby sam chodzić do lasu, żeby te dwie kaczki ustrzelić, który, jak wszystkie wyżły, ma z urodzenia zmartwiony wyraz i wygląda, jakby się martwił wszystkim naraz: Dmytrem, Andrzejem, morderstwem, płotem, biedą, Maniawą.


Za: "Tajny Detektyw" nr 17, rok II, 24 IV 1932

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz